artykuły, ciekawostki
28 paź
Coraz częściej spotykam się z przypadkami, w których kiedy słyszę jak na imię własnemu potomkowi dali jego rodzice chce mi się śmiać. A to najbardziej ludzka reakcja. Często zdarza się także, iż chce mi się płakać, jestem załamany, zawstydzony, po prostu nie mogę tego przyswoić. O gustach się podobno nie sprzecza, to co może nie obrzydzać mojej osobie, pozostali mogą uważać za doskonałość – i vice versa. Rzecz jednak w tym, iż uważam, iż niektóre imiona tak dobitnie wbite są w naszych głowach, tak jednoznacznie się nam z czymś lub kimś kojarzą, że ogromnym wyzwanie jest chrzczenie w ten sposób swoich podopiecznych, które dodatkowo mają nasze nazwisko. Spotkałem się np. z chłopcem o imieniu Adolf, i paradoksalnie nie był z Niemiec. W swym życiu dostąpiłem okazji podać dłoń Albinowi, który wcale nie posiadał śnieżnobiałej skóry a nawet Alfonsowi, który notabene zarabiał na życie pracując w dzienniku – i nie była to podpucha. W sferze politycznej Polski czynnie udzielają się także mężczyźni o bajecznie brzmiących imionach Maria – jest przecież Pan Rokita a także prezydent Komorowski – czy wam również coś tu nie pasuje? Jeżeli chodzi o kobiety, moja kumpela nazywa się Genowefa i nawet nie pytajcie czy ma na nazwisko Pigwa. istnieje też Sonia, która kojarzy mi się z malutkim, niegroźnym szczurkiem, którego trzyma się w klatce, no i Żaklina, której imię ledwo przechodzi mi przez usta. Myślę, że im dłużej i intensywniej rodzice głowią się nad imionami dla swoich pociech, tym bardziej dramatyczne są tego rezultaty.